To co najbliższe i najbardziej wartościowe.

[czyli krótka historia jednego z moich obrazów]

Wybrałam małe płótno, bardzo dobrej jakości len, na surowym drewnie i nakładałam kolejne warstwy farby, czekając aż każda kolejno wyschnie, skrzepnie. Zostawiłam płótno na balkonie aby wyschło porządnie.

Kolejnego dnia, mój syn bawił się na balkonie i… zostawił na płótnie odcisk swojej stopy. W pierwszych kilku sekundach byłam zła, potem zaczęłam się śmiać bo pomyślałam sobie, że w tak głębokiej (i może nieco przerażającej jak krwi czerwieni, ceglastej, śląskiej) pojawił się odcisk stopy młodego człowieka, którego kocham…

Bo cóż piękniejszego mogłabym dostać w tamtej chwili?

Kilka tygodni później malowałam kolejny obraz i spojrzałam na ten ceglasty. Malowałam rękami, prawa była w bieli z fragmentami (kolejnych) śląskich kolorów i już wiedziałam: ta otwarta dłoń jest tam potrzebna: biała i kolorowa, radosna, wdzięczna, otwarta i jednocześnie oznaczająca: nie na wszystko się zgadzam.

I podobnie jest z miłością do kraju w którym się urodziłam, do regionu, w którym się wychowałam, miasta z którego pochodzę. Pracuję, szanuję, kocham i wymagam, mam prawo powiedzieć o tym czego chcę i czego nie chcę.

Chcę być spokojna o to wszystko co mi najbliższe, o wartości przekazywane z pokolenia na pokolenie: miłość, przyjaźń, nadzieję, wiarę, prawdę, uczciwość, szacunek do siebie nawzajem, zaangażowanie, pracę. Moja Polska to nie tylko biel i czerwień, ma znacznie więcej kolorów.

Miłość (nie) biało-czerwona © Fotografia, obraz olejny, 2017, Ewa Waszut